Zostałam nominowana do Libster Blog Award. Nominowała mnie
,Nominacja do
Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania
za ,,dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej
liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po
odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,
która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o
tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię
nominował''.
Pytania, które otrzymałam:
1. Twój ulubiony kolor?
Niebieski
2.Skąd pomysł na bloga?
Szczerze mówiąc, to nie wiem. Byłam po prostu ciekawa jakie byłyby dzieci Aragorna i Arweny, więc sama je "stworzyłam".
3.Co wolisz, psa czy konia?
Sama nie wiem... Z psami miałam więcej do czynienia.
4. Gdzie chciałabyś/chciałbyś zamieszkać?
W Śródziemiu, ale to trochę nierealne ;)
5. Książka, czy e-book?
Zdecydowanie książka.
6.Twoja ulubiona piosenka?
Trudne pytanie.. I see fire i Into the West.
7. Co robisz w wolnym czasie?
Czytam, piszę blogi.
8. Twój najgorszy prezent na Święta?
Nie pamiętam takich.
9. Twój ulubiony serial?
Hmm... Ciężko wybrać.
10. Twoja ulubiona pora roku?
Wiosna.
11. .Co byś robiła/robił gdybyś przez jeden dzień panowała nad jakimś królestwem?
Pewnie chciałabym je jak najlepiej poznać.
Nominowani przeze mnie:
1. Nimrodel z Legolas history
2. Jenny z Zwiadowcy: Wieczny Araluen. By Jenny
3. W przyszłości
4. W przyszłości
5.-| |-
6.-| |-
7.-| |-
8.-| |-
9.-| |-
10.-| |-
11.-| |-
Moje pytania:
1.Ulubiony bohater filmowy/ książkowy?
2. Gdybyście mogli być jakimś bohaterem literackim, kim byście byli?
3. Ulubiony przedmiot w szkole?
4. Masz zwierzaka?
5. Skąd wziął się pomysł na opowiadanie?
6. Ulubiony aktor?
7. Ulubiona aktorka?
8. Opisz siebie w trzech słowach.
9.Umiesz mówić w języku obcym?
10. Wymarzone miejsce na wakacje?
11. Jaką pogodę wolisz? Słoneczną, czy deszczową?
sobota, 23 sierpnia 2014
Rozdział VI
Lissuin
Gospoda, w której
się zatrzymali znajdowała się nieco na uboczu, co nie przeszkadzało ludziom
często do niej zaglądać. Ludzie wymieniali się w niej plotkami, jedli, pili i
odpoczywali po dniu ciężkiej pracy. Lissuin i Leod usiedli w kącie i
przysłuchiwali się rozmowom. A można się z nich było wiele dowiedzieć.
Miejscowość leżała poza głównymi
traktami i rzadko zaglądali tu wysłannicy króla. Toteż ludzie nie bojąc się
kary aż zbyt swobodnie wyrażali swoje zdanie na temat króla i polityki w
państwie używając przy tym słów, których nie przystoi wypowiadać w obecności
księżniczki.
- Podobno następca tronu uciekł z kraju- zaczęła jakaś
kobieta, która w piciu niemal nie ustępowała swojemu na wpół przytomnemu
mężowi.
- Tak, nie mógł wytrzymać w towarzystwie wiecznie
opędzającej się od adoratorów głupiutkiej siostry!- Dodała jej towarzyszka.
Lissuin pewnie w
tej chwili wstałaby i wzięła sprawy we własne ręce, gdyby do gospody nie weszła
osoba, którą rozpoznałaby i po stu latach.
- To on- szepnęła do Leoda.
- Pamiętam go. Kręcił się po całym mieście, jakby nie mógł
znaleźć sobie miejsca. Wszędzie musiał zaglądnąć. Raz czy dwa powstrzymałem go,
gdy chciał zaglądać ludziom do domów. Tłumaczył się wtedy, że pasjonuje go
architektura naszego miasta.
- Jak ma na imię?
- Myślisz, że pamiętam imiona wszystkich podróżnych, których
upomniałem?
- Nie pytam cię o imiona wszystkich podróżnych, tylko o
jego.
- Chyba przedstawiał się jako Agarwaen. To oznacza
„splamiony krwią”, prawda?
- Niezwykle trafne imię. Rodzice musieli być jasnowidzami-
powiedziała ponuro Lissuin, przyglądając się ostrożnie młodzieńcowi, który
teraz rozmawiał właścicielem gospody. Nagle wydarzyły się dwie rzeczy: Agarwaen
zobaczył Lissuin, po czym rzucił się do ucieczki. Nie minęła minuta, a było
słychać, jak odjeżdża. Leod pojechał za nim, nie czekając na Lissuin.
- Jest głupi- rzucił, kiedy go dogoniła.- Jedzie do Minas
Tirith.
- To jakiś podstęp.
Jestem tego pewna.
Elros
- To na pewno dobry
pomysł?
Elros stał przed orłem, który cierpliwie czekał, aż książę
na niego wsiądzie.
- Kilkanaście lat temu nie miałeś z tym problemu- zauważyła
złośliwie Miriel, która przyniosła Nimrodel lek dla Idril.
- Wtedy byłem dzieckiem, byłem daleko od domu i nie
widziałem, czym grozi upadek z wysokości lotu orła.
- I takiego cię wolałam- rzuciła Nimrodel, po czym oddaliła
się do męża i córki.
Elros w końcu
przełamał strach i wyruszyli w drogę. W chwili, gdy Lissuin i Leod pędzili za
Agarwaenem, Nimrodel i Elros znajdowali się nad krajem hobbitów . Elros
zauważył, że elfka jest milcząca i ze smutkiem wpatruje się w krajobraz pod
nimi. Czasem na jej twarzy zagościł blady uśmiech, gdy mijali jakieś znajome
miejsce. Następnego dnia minęli Góry Mgliste i znaleźli się nad Lórien.
- Lećcie wyżej- poleciła ptakom zdławionym głosem. Kiedy
znaleźli się ponad chmurami odetchnęła z ulgą.- To za dużo jak na jeden raz-
wyjaśniła zdziwionemu Elrosowi.- Odżywa we mnie tyle wspomnień…
Lissuin
- Zgubiliśmy go-
oświadczył Leod następnego dnia o świcie.
- Wiedziałam, że to podstęp!
- Jedźmy dalej. Może po prostu zatrzymał się gdzieś na noc.
- Nie ma szans. Jechaliśmy za nim całą noc- odpowiedziała
księżniczka zasłaniając usta dłonią, by stłumić ziewanie.
- W takim razie może zawróćmy? Może skręcił gdzieś po
drodze?
Przypuszczenia Leoda
okazały się słuszne. Kilka mil wcześniej od drogi odchodziła wąska ścieżka, na
której widniały świeże ślady. Jechali nią cały dzień, aż w końcu znaleźli się
na trakcie wiodącym do Minas Tirith. W dali widać już było miasto.
- I co teraz?
- To chyba oczywiste, Liss. Jedziemy do miasta. Jesteś
zmęczona.
- Chyba masz rację- odpowiedziała Lissuin zdając sobie
sprawę, ze jeszcze chwila, a zaśnie w siodle.
Nimrodel
Wraz z zachodem
słońca byli na miejscu. Nie chcąc rzucać się w oczy, orły zostawiły ich na
dachu. Nimrodel zwinnie z niego zeskoczyła i nie czekając na zsuwającego się powoi Elrosa ruszyła do
wejścia.
- Trafisz sama?
- Nie rozśmieszaj mnie!
Gdy tylko znalazła
się korytarzu prowadzącym do królewskich komnat usłyszała odbijający się echem
od ścian płacz. Zaczęła biec. Służba przystawała zdziwiona. Ktoś czasem zawołał
za nią, ale Nimrodel ani myślała się zatrzymać.
Eldarion
- To.. to już koniec-
wyjąkała Almiel- Nic więcej nie mogę już zrobić.
Aerina wzięła od niej córkę i razem z nią przytuliła się do
Eldariona. Idril posiniała na twarzy nie mogąc wziąć oddechu.
- Za chwilę ci ulży, kochanie- szepnęła Aerina, łykając łzy.
Rączki Idril zaczęły
bezwładnie opadać, małe ciałko wiotczało. W końcu Idril utkwiła wystraszony
wzrok w uchylonych drzwiach. Eldarion i Aerina spojrzeli w tamtą stronę i ze
zdziwieniem zobaczyli postać w granatowym płaszczu, z kapturem naciągniętym na
twarz. Stanął przed Aeriną, w każdej chwili gotowy odeprzeć atak. Wtedy stojąca
w drzwiach osoba odsłoniła twarz…
_____________________________________________________________
Pam pam pam…
(dramatyczna muzyka). Rozdział dodany wcześniej, niż myślałam. Wena mnie
zaskoczyła podczas dość nudnego wczorajszego przedpołudnia i w ten sposób macie
przed sobą nowy rozdział z dedykacją dla Agnieszki (Nimrodel) :*
I jeszcze jedna
dość istotna rzecz: pojawi się jeszcze jeden rozdział, potem epilog, a potem..
Potem się zobaczy, co dalej. Na pewno ruszą Opowieści z Narnii w moim wykonaniu
i Give me love.
Nie obiecuję, że będzie jak w poprzednim
roku szkolnym, tzn. rozdział mniej więcej co tydzień. Wszystko zależy od
nauczycieli z LO ;)
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Rozdział V
Elros
Stał tam jeszcze
przez jakiś czas, jak wszyscy zdziwiony zachowaniem Nimrodel. Po chwili bez
słowa wyszedł z altany. Elrohir dogonił go, kiedy był już blisko plaży.
- Gdzie się wybierasz?
- Do domu. Z lekami, czy bez… Co za różnica?
- Spora.
- Ale Nimrodel mi nie pomoże.
- Nim ma ostatnio… Wahania
nastroju. Potrafi zdenerwować się i ochłonąć w przeciągu minuty. Dużo w
niej jeszcze ludzkiej natury, chociaż Miriel twierdzi, że nie o to chodzi. Ale
mniejsza z tym. Nie obwiniaj jej. Wszystko się jeszcze ułoży.
- Oczywiście- odparł Elros z posępną miną.
Nimrodel
- Nie mam ochoty na
rozmowy- powiedziała, kiedy tylko usłyszała czyjeś kroki na piasku. Mimo to
Amroth usiadł obok i objął ją ramieniem.
- Jak się udał zjazd rodzinny?
- To nie jest zabawne.
- Odmówiłaś, prawda? Nimloth powiedziała, że jesteś
wściekła.
- Ty byś nie był?
- Nie wiem. Mój bratanek nie jest człowiekiem.
- Ale mój jest. Co pomyśli Eldarion, kiedy dowie się, że
odmówiłam?
- Nim, on też ma dzieci. Zrozumie, że nie mogłaś się narażać.
Wie, że nie możesz teraz opuścić Nimloth.
- Ale nasze dzieci nie umierają! Nie musimy się zastanawiać,
czy dożyją jutra!
Mówiąc to zerwała się z miejsca i ruszyła przed siebie.
Amroth zawołał za nią:
- Dzieci?- Był szczęśliwy. Słyszała to w jego głosie. Nie do
końca tak chciała mu to powiedzieć.
- Tak- odpowiedziała, podchodząc do niego.- Dzieci.
Lissuin
- Pani, jesteś
tam?- Leod kolejny raz rzucił kawałkiem drewna w okno Lissuin. Właśnie schylał
się po kolejny, kiedy usłyszał że okno się otwiera, a ktoś z cichym jękiem
wpada krzewy róż rosnące pod oknem.
- Pani, nic ci nie jest?
- Jeszcze raz usłyszę od ciebie ”pani”, a nie odczekasz
jutra!
- Dobrze, przepraszam pani… Lissuin. Co konkretnie masz
zamiar zrobić?
- Chcę znaleźć tego głupca, który ośmielił się podnieść rękę
na Idril.
- Jakieś pomysły?
- Właśnie na tym polega problem. Nie wiem, od czego zacząć.
- Wiesz może skąd był?
- Mieszkał gdzieś na Pograniczu.
- Na którym?
- Z Haradem. Jedziemy.
- Jakie my? Zostajesz, Wasza Wysokość. Nie chcę przesiedzieć
kilkunastu lat w więzieniu za uprowadzenie księżniczki.
- Przecież jadę z tobą z własnej woli!
- Nie każdy tak to odbierze.
- Nie każdy tak to odbierze.
-Nie ma mowy! Nie zostawisz mnie tu!
- Nie krzycz, bo niedługo nigdzie nie pojedziemy-
powiedział, zatykając jej usta ręką.
Odepchnęła jego
rękę i poszła w stronę stajni, gdzie bez słowa osiodłała swojego konia. Zajął
się tym samym i po chwili ruszyli w drogę. Chłopak miał zmartwioną minę.
- Jak przejedziemy obok strażników? Mnie przepuszczą, ale
może się okazać, że ty będziesz musiała zawrócić.
- To nie problem- mówiąc to skręciła nagle w boczną
uliczkę.- Kawałek dalej jest wyrwa w murze. Chyba jeszcze z czasów Wojny o
Pierścień. Jest mała, trzeba się
schylać, aby przez nią przejść.
Po chwili byli na miejscu. Było to na tyłach
jakiegoś domu. Za murem był las porastający w tym miejscu Mindolluinę.
Księżniczka schyliła się i ostrożnie prowadząc za sobą konia, wyszła poza
miasto. Tak samo zrobił Leod.
- Ruszajmy. Rano musimy być już daleko.
Kiedy wzeszło
słońce, Lissuin i Leod byli daleko poza granicami Pelennoru. Nie wiedzieli, że
osoba, której szukają podąża ich śladem…
Eldarion
- Dziękuję. Możesz
odejść- król odprawił zwiadowcę i spojrzał na strażnika przy wejściu wzrokiem
mającym mówić: „Ilu ich tam jeszcze?” Mężczyzna uśmiechnął się i wyprostował
pięć palców, po czym, dziesiąty już chyba raz, otworzył drzwi. W pomieszczeniu
pokazał się kolejny zwiadowca przynoszący te same wieści. W państwie coś
zaczęło się dziać. Wzrosła liczba kradzieży. Podróżni padali ofiarą przemocy,
zwłaszcza, gdy podróżowali słabo uczęszczanymi traktami. Co raz więcej było
otruć, ludzie umierali w niewyjaśnionych okolicznościach. To wszystko napawało
lękiem, a zaczęło się w dniu narodzin Idril. Wtedy dostał pierwsze niepokojące
wieści, ale zignorował je, bo godzinę później urodziła się mu trzecia córka.
- Witaj tato!- przez salę biegła do niego Nimrodel,
dziewczyna o brązowych włosach i niebieskich oczach. Była wysoka, wyższa od
starszej o trzy lata Liss i bardziej opanowana.
Właśnie, Liss.
Wyglądało na to, że jego dzieci podejmują działania co do niedoszłego zabójcy
Idril na własną rękę. Króla pocieszał fakt, że był z nią Leod, w gruncie rzeczy
niegłupi chłopak.
- Witaj córeczko.
- Co z Idril?
- Skąd wiesz?
- Wieści szybko się rozchodzą- odparła smutno.- Mogę ją
zobaczyć?
- Chyba jest w ogrodzie z mamą i Almiel.
- Almiel?
- Długa historia.
- Przepadam za takimi- uśmiechnęła się księżniczka, ale gdy
ojciec skończył, była bliska płaczu.- Czy on oszalał?!
- Wszyscy zadajemy sobie to pytanie.
- Nie przypuszczałam, że porwie się na coś takiego. Mimo, że
mu zakazałeś!
Nimrodel, jak
wszyscy była zszokowana czynem brata.
- Gdzie jest Liss?
- Poszła wziąć przykład z Elrosa.
- Co im odbiło?
Nie doczekała się odpowiedzi, bo doszli do ogrodów i
Nimrodel poszła przywitać się z matką. Potem wzięła na ręce Idril. Dziewczynka
wpatrywała się w nią dużymi brązowymi oczami, które przy wychudzonej buzi
wyglądały niemal nienaturalnie.
- Jest podobna do ciebie, tato.
Eldarion zdał sobie
sprawę, że mimo iż Idril ma już miesiąc, nie przyjrzał się jej dokładnie, bo
zawsze widział w córeczce zwijając się z bólu maleństwo. Teraz zauważył, ze
mała ma jasne włoski, a kształt jej oczu przypomina jego. Miała poważne
spojrzenie, o ile miesięczne dziecko może takie mieć. Dziecko Eldarów… Przemknęło mu przez myśl.
Elros
Nim minęło
południe, był gotowy do drogi. Już miał zepchnąć łódź do wody, kiedy poczuł
czyjąś dłoń na ramieniu. Stanął oko w oko z Nimrodel.
- Odczekaj jeszcze jeden dzień. Odpocznij.
- Nie. Chcę być przy Idril, kiedy… Kiedy Almiel już nie
zdoła utrzymać jej przy życiu.
- Poczekaj do jutra. Wtedy wyruszymy razem.
Elros zaniemówił z wrażenia.
- Czemu zmieniłaś zdanie?
- Wiem, jak to jest mieć kogoś z rodzeństwa na łożu śmierci.
I wiem, jak to jest bać się swoje dziecko. Przedtem odmówiłam ci, bo nie
chciałam narażać mojego maleństwa. Ale potem zdałam sobie sprawę, że przecież
to ono, a nie Idril mogło być chore. Po za tym myślę, że za kilka lat
wytknęłoby mi, że pozwoliłam jego kuzynce umrzeć.
- Dziękuję, Nim- powiedział oszołomiony Elros.
__________________________________________
Wreszcie udało mi się napisać ten rozdział. Lepiej późno,
niż wcale, prawda?
Rozdział z dedykacją dla Oli ;)
środa, 2 lipca 2014
Rodział IV
Elros
- Co ty tu
robisz?!- była wściekła. Ostatnio widział ją taką, gdy rozmawiała z Elrondem
przed powrotem do Śródziemia. Z trudem
podniósł się z piasku i z zadowoleniem stwierdził, że patrzy na nią z
góry.
- Raczysz mi odpowiedzieć?! Eldarion wie, gdzie jesteś?
- Nie jestem małym dzieckiem, Nimrodel. A po za tym wydaje
mi się, że się domyślił.
- Myślałam, że jesteś mądrzejszy.
- Jesteś taka, jak oni.
- To znaczy?
- Kiedy przypłynęłaś
tu umierająca zachowali się tak samo. Nie pytali o przyczyny przyjazdu.
Widzieli tylko skutki.
- Masz rację. Przepraszam… Zacznijmy od początku. Co tu
robisz?
- Mam siostrę.
- I? Co z nią? Chyba nie przypłynąłeś tylko po to, żeby mi o
tym powiedzieć. Przpraszam- dodała widząc jego urażoną minę.
Już miał jej odpowiedzieć, kiedy z góry rozległo się
wołanie:
- Mogę już zejść? Obudził się? Kto to? Jest bezpieczny?
Uniósł głowę i
dostrzegł kołującego nad plażą orła. Na jego grzbiecie siedziała dziewczynka o
brązowych włosach. Ptak opadł na plażę, a dziecko zsunęło się na piasek i
chwyciło Nimrodel za rękę. Elros szybko wychwycił podobieństwo między nimi.
Stały w podobny sposób, w ten sam sposób unosiły brodę. Dziewczynka jednak
bardziej przypominała mu matkę ojca, Arwenę.
- Mae govannen.
- Witaj…
- Elrosie, to Nimloth, moja córka.
- Więc to ty jesteś tym głupim i nierozważnym Elrosem, o
którym moja mama mówi do siebie od trzech godzin?
Nimloth miała poważną minę, ale w jej oczach zobaczył wesołe
iskierki.
- Tak, to ja, ale spodziewałem się ostrzejszych słów ze
strony twojej matki.
- Nie wszystko mogę powtarzać- roześmiała się.
- Idź się bawić, Nimloth- powiedziała i patrzyła przez
pewien czas za oddalającą się dziewczynką.- Dokończ, co chciałeś powiedzieć.
- Aerina urodziła kilka tygodni temu córkę. Kilka dni po
narodzinach ktoś otruł Idril. Jest z nią co raz gorzej. Almiel twierdzi, że to
martwica- powiedział i opisał objawy choroby.
- Nie znam tej choroby, ale może inni będą wiedzieli, jak ją
leczyć- odparła i ruszyła w stronę miasta.
- Nim, jacy inni?
- Spodziewałeś się że nikt nie dowie się twoim pobycie
tutaj?
- Nie, nie wiem… Nie myślałem o tym. Skupiłem się na
odnalezieniu Prostej Drogi. Jak się tu dostałem?
- Orły cię znalazły.
Elros ledwo za nią
nadążał. Nimrodel najwyraźniej nic nie obiła sobie z faktu, że prawie się
utopił. Szli teraz brukowaną alejką.
- Teraz się już nie ukryjesz- powiedziała, widząc, że chowa
się za drzewem.
- Widzę, że już mu lepiej- Miriel wyrosła przed nim jak spod
ziemi. Elros stwierdził, że wcale się nie zmieniła. To elf, idioto! Niby jak się miała zmienić?
- Będzie ciężko?
- Najgorzej sprawa wygląda z Thranduilem. Celeborn
stwierdził po prostu, że należało się tego spodziewać.
- A Galadriela?
- Nie widziałam się z nią dzisiaj.
- Moje przybycie spowodowało aż tyle zamieszania?
- A ile twoim zdaniem powinno spowodować przybycie
śmiertelnika do Nieśmiertelnych Krain? Gdyby to był jakiś zagubiony rozbitek,
to jeszcze pół biedy. Z tym, że tacy nie mają tu prawa wstępu. Nigdy nie udaje
im się znaleźć Drogi. Ale ty jesteś następcą tronu Gondoru i Arnoru. Nie jesteś
jakimś tępym wieśniakiem, więc jest z tobą duży problem.
- A nie mógłbym poudawać takiego tępego wieśniaka?
- Chyba naprawdę mocno uderzyłeś się w głowę, jeżeli
myślisz, że coś takiego by tu przeszło.
Elros zorientował
się, że jego kłopoty dopiero się zaczynają. Dał zwieść temu ,że Nimrodel
uspokoiła się na plaży. Już po mnie.
- Może nie będzie tak
źle.
Osoba, która to
powiedziała, stała kilka kroków za nim. Pamiętał ją dobrze, mimo, że minęło już
kilkanaście lat. Ukłonił się nisko, chociaż
nadal bolała go głowa od bliskiego spotkania z masztem.
- Pani Galadrielo…
- Widzę, że go nie oszczędzasz, Nimrodel. Chłopak myśli, że
to już jego koniec.
- Gdyby Nimloth na mnie nie patrzyła, pewnie byłoby już po
nim.
- Nie mówi poważnie- powiedziała Galadriela ,a Nimrodel
wzniosła oczy ku niebu.
- Idziemy?- Zapytała Miriel.
- Tak, miejmy to już za sobą.
Kiedy weszli to
altany, wrzało tam jak w ulu. Thranduil tłumaczył coś innym żywo gestykulując,
Celeborn zaprzeczał jego słowom, a
Elrond wyglądał ma znudzonego. Z kolei Elladan i Elrohir wyglądali na
rozbawionych całą sytuacją. Siedząca między nimi Celebriana z ulgą powitała
pojawienie się matki.
Gdy tylko Thranduil
zobaczył Elrosa, przystąpił do ataku:
- A więc wciąż żyjesz? Myślałem, że orły już z tobą
skończyły. Ewentualnie, że wydajesz swoje ostatnie tchnienie.
- Od kiedy to próba prośby o pomoc jest karana śmiercią?-
Elros nie był gorszy.
- Odkąd ludzie zaczynają bezkarnie przekraczać nasze
granice- odparł król, ale patrzył przy tym na Nimrodel.
- Nigdy nie tolerowałeś obcej rasy na swych ziemiach,
prawda, panie?- Ruda elfka, której Elros wcześniej nie zauważył teraz wyszła z
cienia.
- To nie twoja sprawa, Tauriel!
- Ani twoja, panie. To sprawa jego rodziny, nie nasza. A tym
razem ziemia nie należy do ciebie, ale do nas wszystkich. W tej sytuacji twe
zdanie niewiele się liczy.
Rozgniewany Thranduil wyszedł z altany, a Tauriel ruszyła za
nim.
- Nic jej nie zrobi?- Zaniepokoił się Elros.
- Legolas mu nie pozwoli.
Wszyscy odwrócili wzrok
od Thranduila i ponownie skupili się na Elrosie. Pod ich spojrzeniami zmieszał
się i spuścił wzrok. W końcu Elrohir nie wytrzymał:
- Co mu zrobiłaś, Nimrodel? Nie wiedziałem ,że przebywanie z
tobą grozi utratą mowy.
- Nic- odparła.- To nie pora na żarty. Sprawa jest poważna.
W opisywaniu
sytuacji wyręczyła Elrosa, który nadal nie mógł wydobyć z siebie słowa. W
miarę, jak mówiła, zgromadzeni mieli co raz bardziej zatroskane miny.
Szczególnie uważnie słuchali Celebriana i Elrond. Córka Galadrieli była blada i
mocno zaciskała palce na dłoni męża.
- Znam tę chorobę- oświadczyła.- To przez nią opuściłam
Śródziemie wcześniej, niż zamierzałam. Niemal mnie wtedy zabiła, a jestem
dorosła. Przykro mi Elrosie, ale Idril może już nie żyć.
- Almiel się nią opiekuje. Powiedziała, że utrzyma ją jakiś
czas przy życiu.
- W takim razie leki trzeba podać natychmiast- powiedział
Elrond.
- Nie wie, jak ich używać- zaprotestował Elladan.- Jeszcze
jej zaszkodzi. Ktoś musi udać się z nim do Minas Tirith.
Elros odezwał się
po raz pierwszy od wyjścia Thranduila:
- Nimrodel? Zrobisz to? Proszę. Nie dla mnie, ale dla Idril.
- Przykro mi, ale nie mogę- powiedziała i szybko wyszła z
altany
Elros stał jak wryty i patrzył, jak się oddala. Nie wierzył,
że mu odmówiła…
Tym czasem Nimrodel
usiadła na piasku i patrzyła na morze.
- Nie mogę cię narażać…
________________________________________________________
Mamy rozdział czwarty. Trochę dużo w nim gadania, ale bez tego nie da rady ;)
piątek, 13 czerwca 2014
Rozdział III
Almiel
Almiel jeszcze
przez chwilę stała na drodze, po czym wróciła do domu. Wiedziała, że musi
uratować dziecko, do którego choroby się przyczyniła. Spakowała
najpotrzebniejsze rzeczy i weszła do stajni.
Koń, który stał w
środku wydawał się flegmatyczny i zmęczony życiem. Potrafił jednak coś z siebie
wykrzesać i tylko sprawiło, że Almiel go kupiła ratując przed rzeźnią. Imię
miał proste, pasujące do jego prostoty: Tim.
- Wyobraź sobie, Tim, że jedziemy do Minas Tirith- mówiła
potem w drodze do konia. Ale on przyjmował to jak zawsze ze stoickim spokojem.
Widok, który ukazał
się jej oczom kilka dni później zapierał dech w piersiach. Miasto Królów
bieliło się w promieniach wschodzącego słońca. Nigdy nie pomyślałabym, że ktoś tam właśnie umiera. Dwie godziny
później, z duszą na ramieniu pięła się ulicami w stronę pałacu.
Lissuin
Księżniczce serce
biło jak oszalałe, gdy pukała do gabinetu ojca.
Usłyszawszy coś, co miało pewnie zabrzmieć jak „proszę”, weszła do
środka. Zbierała się w sobie kilka dni i teraz nadszedł czas, żeby wyznać
prawdę. No dalej Lissuin! Nie przyszłaś
tu do ojca, ale do króla. Zrób to jak poddana, nie jak córka.
- Ojcze…- Brawo Liss!
Oczywiście musiałaś źle zacząć!- Możemy porozmawiać?
- Oczywiście. Coś się stało?
- Chodzi o Idril…
- Co z nią?! Pogorszyło się jej?
- Nie, po prostu… Ta cała choroba to moja wina.
- Jak to twoja?
- Nie do końca moja, ale wiem, kto to zrobił…
Lissuin opowiedziała ojcu całą historię.
- Nie rozumiem, czemu nie przyszłaś do mnie wcześniej.
- Bałam się, że będziesz mną rozczarowany. Przecież nie raz
upominałeś mnie abym uważała na to, co mówię.
- To dlatego byłaś taka oficjalna? Bałaś się, że będę zły.?-
Lissuin pokiwała głową, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy- Liss… Nie
płacz kochanie- przygarnął córkę do siebie.- Będzie dobrze.
Nagle rozmowę przerwało przybycie Leoda.
- Panie, przepraszam, że przeszkadzam, ale jakaś dziewczyna
imieniem Almiel prosi o audiencję.
- Już idę. Lissuin, dokończymy tę rozmowę później.
Leod już miał wyjść
za królem, kiedy usłyszał ciche westchnienie.
- Wasza Wysokość, wszystko w porządku?
- Nie, nic nie jest w porządku, Leodzie.
Chłopak patrzył na nią chwilę w milczeniu, po czym spytał:
- Mogę jakoś pomóc?
- Właściwie, to jest coś takiego…
Almiel
Serce biło jej jak
oszalałe, kiedy czekała na króla. Jej ojciec tu był. Na kilka dni przed
śmiercią. Może nawet stał w tym samym miejscu. Smutne rozmyślania przerwało jej
przybycie króla.
-Wasza Wysokość…-
dygnęła głęboko. Mam na imię Almiel. Pochodzę z Pogranicza. Twój syn przysłał
mnie tu, abym zaopiekowała się księżniczką Idril.
- Przyjechał z tobą?
- Nie, prosił aby przekazać, że pojechał po pomoc.
Eldarion momentalnie zbladł. A więc złamał mój zakaz…
- Wasza Wysokość…. Wszystko w porządku?
- Nie, ale to w tej chwili nieważne. Chodź, Almiel.
Poprowadził ją do
korytarzem do komnaty, w której przebywała Aerina i Idril. Królowa była
zmęczona, miała podkrążone oczy i kołysała się miarowo, by uśpić wtuloną w nią
Idril.
Sama Idril była o
wiele za szczupła jak na swój wiek, czółko miała blade i zroszone potem,
oddychała ciężko. Eldarion dotknął ramienia żony i powiedział:
- To Almiel. Zajmie się leczeniem Idril
- Mogę?- Spytała dziewczyna wyciągając ręce, po czym
delikatnie wzięła dziecko w ramiona.- Ma szczęście. Choroba nie zaatakowała
płuc i serca.
- Na jakiej podstawie to stwierdziłaś?
- Na takiej, że wciąż żyje- uśmiechnęła się Almiel, a Aerina
pierwszy raz od kilku dni odetchnęła z ulgą.
Elros
W porcie wynajął małą łódź z jednym masztem. Zabrał zapasy,
chociaż ludzie powstrzymywali go przed samotną wyprawą.
- Nie dodawaj ojcu zmartwień, panie- upomniał go starzec, od
którego wynajął łódź.
- Ojciec zrozumie.
Płynął przez wiele
dni, kierując się na Zachód. Nie dopuszczą do siebie możliwości, ze po prostu
nie zobaczy Prostej Drogi. Już raz tam
byłem. I mam zamiar to powtórzyć…
Po dwóch tygodniach
był opalony na brąz. Zwiększyła się jego czujność. To musi być gdzieś tu. Jedyne go co go niepokoiło, to ciemne chmury
płynące z Zachodu. Ulmo chce, abym zmylił
kurs. Zbliża się sztorm. Burza, która rozpętała się po kilku minutach przeszła
jego najśmielsze oczekiwania. Łódź podskakiwała na falach, które przygniatały
go do pokładu. Złamany maszt uderzył go w głowę i zapanowała ciemność, której
nie rozświetlał już blask błyskawic…
Kiedy się obudził,
leżał twarzą do ziemi, a w ustach miał pełno piasku. Podniósł się i zaczął
gwałtownie kaszleć. Płuca paliły go od długiego przebywania w słonej wodzie. Zaczął podnosić wzrok. Piasek
skrzył się w słońcu, aż w końcu jego wzrok padł na coś, co w prawdzie przyniosło oczom ukojenie, ale samego Elrosa wystraszyło.
Bo ukojenie przyniósł fioletowy materiał sukni. W miarę jak unosił głowę, jego
oczom ukazywały się skrzyżowane na piersi ręce, potem złote loki spływające na
ramiona, a na koniec twarz i oczy, które
wpatrywały się w niego z niedowierzaniem.
- Nim…
- Masz kłopoty Elrosie, synu Eldariona. I to duże.
________________________________________________________
Jak widzicie po tym optymistycznym zakończeniu, Elros ma
przewalone. Zdradzę, że to dopiero początek jego kłopotów. Ten rozdział jest
opisany z perspektywy Almiel i Liss, ale następny będzie w całości (lub w
większości) opowiedziany z perspektywy „pana, który ma przewalone” :D :D
Rozdział z dedykacją dla Oli, w podziękowaniu za grafikę na
nowego bloga :*:*
Agusia? Żyjesz jeszcze?
Dałabyś znak życia ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



