niedziela, 4 maja 2014

Rozdział II



     Od narodzin Idril minęło kilka dni. Mała przesypiała większość dnia. Właściwie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie złe przeczucia, które nie opuszczały Lissuin odkąd odrzuciła propozycję tamtego młodzieńca.
- Było coś dziwnego w jego głosie- mówiła potem Elrosowi. On jednak tylko kiwał głową i odpowiadał:
- Wydawało ci się, Liss.
- Pewnie masz rację…
   I wszystko znów toczyło się dawnym rytmem. Aż pewnej nocy Idril zaczęła płakać. Małe ciałko zwijało się z bólu, dziewczynka z trudem łapała powietrze. Nad ranem bóle ustały, ale dziecko było słabe. Wezwany uzdrowiciel rozłożył ręce.
- Nigdy się z czymś podobnym nie spotkałem. Wygląda na działanie trucizny… Znam dziewczynę, która mieszka na Pograniczu z Haradem. To dobra zielarka. Wszystkiego nauczyła się sama.  Ma na imię Almiel. Jeśli ona nie pomoże, trzeba by było prosić o pomoc elfów. A wszyscy dobrze wiemy, że to niemożliwe.
   Uzdrowiciel wyszedł, a Elros zaczął chodzić niespokojnie po pokoju.
- Pojadę po nią.
   Eldarion wziął syna na bok.
- Żeby było jasne: jedziesz tylko na Pogranicze i wracasz z Almiel. Twoja noga nie postanie w porcie.
- O co ci chodzi?
- Dobrze wiesz, o co. Jesteś niespokojny, odkąd uzdrowiciel wspomniał o elfach. Obiecaj mi ,że nie popłyniesz, Elrosie.
- Nie mogę ci niczego obiecać ojcze- odparł Elros i wyszedł.
- Co on chce zrobić, tato?
- Nie wiem, Liss. Nie wiem i to mnie właśnie martwi.
- Chyba nie popłynie po twoją siostrę?
Lissuin nie otrzymała odpowiedzi. Ale po chwili coś sobie uświadomiła. Tylko jedna osoba mogła otruć Idril. A ona, Lissuin jest tego bezpośrednią przyczyną.
*  *  *
  Elros dotarł na Pogranicze w dwa dni. Gdy dotarł do miasta, w którym według uzdrowiciela miała mieszkać dziewczyna, usłyszał od jednego z przechodniów:
- Jedyna Almiel, która tu kiedykolwiek mieszkała, nie żyje od siedemnastu lat. Nie mogła być zielarką, bo zmarła w wieku czterech lat.
   To samo słyszał od każdego zapytanego. W końcu zagadnął jakąś dziewczynę. Zbladła i zmieszała się.
- Zamilcz!
  Pociągnęła go za sobą do stojącego nieopodal domu i zamknęła drzwi.
- Co się stało?
Dziewczyna oddychała szybko i drżała na całym ciele. Miała brązowe włosy i oczy, była wysoka. Trzymała dumnie uniesioną głowę. W całej jej postawie dominował upór.
- Przepraszam. Ja… Po prostu nikt już nie mówi mi po imieniu.
- Ty jesteś Almiel?
- Tak, to ja.
- Czemu wszyscy mówią, że nie żyjesz?
- Mój ojciec był władcą tego miasta. Kiedy zginął na wojnie, razem z matką i rodzeństwem zostałam z tąd wygnana. Po kilku latach wróciłam. Teraz jestem Rose. Tylko jedna osoba wiedziała kim jestem. Przychodzisz z Minas Tirith?
- Tak. Moja siostra choruje. Płacze w nocy z bólu. Nie może złapać powietrza. A potem jest słaba.
- To martwica. Obejmuje powoli cały organizm. Im się jest młodszym, tym szybciej kończy się życie takiej osoby. Ile ma lat?
- Nie skończyła jeszcze miesiąca.
- Dzieci ostatnio często zapadają na tą chorobę. Kilka dni temu był tu pewien młodzieniec. Trafił do mnie chyba przypadkiem. Dałam mu lek spowalniający działanie trucizny.
- Kilka dni temu otruto również moją siostrę.
Elros opisał jej wygląd młodzieńca.
- To był on! Z leku łatwo zrobić truciznę. Okłamał mnie! Ja…Zabiłam to dziecko!
- Potrafisz zapobiec tej chorobie? Jej postępowaniu?
- Myślę, że dałabym radę, ale… To nic nie da. Ona i tak umrze.
- Spowolnij działanie trucizny- Elros wyszedł na zewnątrz i dosiadł konia.- Powiedz memu ojcu, że pojechałem po pomoc,
- Takiej pomocy może udzielić tylko elf. Ich tu już nie ma.
- Posłuchaj, Rose, poradzę sobie.Zrób tylko to, o co cię poprosiłem.
- Jak znajdę twego ojca?
- Byłaś kiedyś w Minas Tirith?
- Byłam.
- Pojedziesz główną drogą, aż dojedziesz do pałacu. Wejdziesz do sali tronowej. Na wprost wejścia są schody prowadzące na podwyższenie. Tam powinnaś go znaleźć.
- Co? Ale…
   Ale Elrosa już nie było. Jechał w kierunku morza łamiąc ojcowski zakaz. A Rose stała dalej w miejscu, usiłójac przyjąć do wiadomości, że ona, prosta zielarka z Pogranicza została wysłana do Minas Tirith przez samego następcę tronu.


______________________________________
A jednak się udało:D Rozdział z dedykacją dla Agnieszki.I pamiętaj: uśmiercenie Alyss źle się dla Ciebie skończy! ;)


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział I



   Zaniepokojony  Hasufel podniósł głowę znad trawy. Z pobliskich krzewów wyłoniła się okryta ciemnym płaszczem postać. Koń zarżał cicho.
- Spokojnie, to tylko ja- przybysz zsunął kaptur z głowy i oczom konia ukazała się twarz Elrosa.
   Uspokojone zwierzę wróciło do spożywania posiłku.
   Elros od kilku miesięcy podróżował. Odwiedził Shire, opuszczone Rivendell i Morię. Teraz był w Lothlórien i nie za bardzo chciał wracać do Minas Tirith, gdzie owszem, czekała na niego mająca się wkrótce powiększyć rodzina, ale były też głupiutkie szlachcianki, w których ojcowie widzieli przyszłe królowe. Dlatego bardzo się ucieszył, gdy ojciec wysłał go do Shire w celu bliżej nie określonym. Chciał po prostu ,aby syn wyrwał się z miasta. A teraz trzeba było wracać.
   Gdy po dwóch tygodniach przemykał się uliczkami, chcąc uniknąć oficjalnych powitań, stwierdził, że Minas Tirith jest takie jak zawsze: gwarne i radosne. Był już blisko pałacu, gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił się gwałtownie i stanął twarzą w twarz z siostrą.
- Wreszcie wróciłeś! Ile można odbywać podróż do Shire i z powrotem?
- Zaglądnąłem w kilka miejsc.
- Mogliśmy się tego spodziewać. Tata martwił się już, że…
- Że wypłynąłem szukać drogi do Valinoru? Nie, Liss. Myślę, że udałoby mi się ją znaleźć, ale nie jestem szalony. Życie mi jeszcze miłe. Jak czuje się Aerina?
- Oh, mama jest taka jak zawsze, z tym, że dwa razy większa- zaśmiała się Lissuin, gdy szli w stronę pałacu. Księżniczka była średniego wzrostu, miała zielone oczy i rudawe włosy, którym przypisywano skłonność Lissuin do mówienia tego, co myśli bez względy na konsekwencje.
- Ilu zalotników już odrzuciłaś?
- To wcale nie jest śmieszne, braciszku. Chodzą za mną i starają się mi przypodobać. Chyba sama zniknę z domu na kilka  miesięcy. Wiesz, ile głupiutkich księżniczek odesłałam z kwitkiem?- Spytała przekornie.
- Nie mam pojęcia.
- Ja też, ale myślę, ze około dziesięciu. Ich ojcowie są niespełna rozumu. A każda podobno przybyła na wiadomość o moim ślubie. Co prawda nie wiem, za kogo wychodzę za mąż, ale chyba przyszykuję już sobie suknię ślubną.
   Słuchając wesołek paplaniny Lissuin Elros dotarł do swojej komnaty.
- Doprowadź się do porządku. Wyglądasz koszmarnie!
- Dzięki, Liss. Wiesz, jak podnieść człowieka na duchu.
   Księżniczka ruszyła korytarzem, chcąc powiadomić ojca o powrocie Elrosa. Wiedząc, ze pewnie jest w ogrodzie, wyszła na dziedziniec. Po chwili natknęła się na młodzieńca o błękitnych oczach pewnym siebie wyrazie twarzy. Gdy tylko ją zobaczył ukłonił się dwornie.
- Dzień dobry, Wasza Wysokość.
Skinęła  mu głową w odpowiedzi dopisując go przy okazji do długiej listy osobników, których zamierzała unikać.
   Eldarion i Aerina spacerowali po ogrodzie. Kobieta głaskała się po brzuchu, który skrywał nienarodzone maleństwo. Zarówno król, jak i królowa niezbyt się zmienili. Widać było pojedyncze zmarszczki, ale dzięki płynącej ich żyłach krwi elfów nadal byli uważani za przynajmniej dziesięć lat młodszych, niż w rzeczywistości. Widząc ich zaczęła biec, jednak po chwili ktoś ją wyprzedził.
- Pospiesz się, Liss- usłyszała Elrosa, który już przywitał się z rodzicami i uśmiechał się łobuzersko.
- Niech ja cię tylko dopadnę!
- Gorzej niż dzieci!- Aerina pokręciła głową z udawanym ubolewaniem.- Ile wy macie lat?
- Wiek nie zmienia faktu, że Lissuin zrobiła się niesamowicie powolna.
- Koniec  tobą!
Elros pobiegł w dół wzgórza, a Lissuin rzuciła się za nim. Widok następcy tronu i jego siostry pędzących główną ulicą nie był niczym niezwykłym. Jako dzieci często to robili. Z tym, ze zwykle to księżniczka uciekała przed bratem…
   Elros dość wcześnie się przekonał, ze siostra nie straciła nic ze swej dawnej szybkości. Teraz pięli się ramię w ramię pod górę.
- Co z Nim?
- Nie wychodzi z biblioteki. I dobrze. Niech nie wchodzi mi w drogę.
- Liss, to nasza siostra.
- Tak, ale jest też niezwykle denerwującym małym stworzeniem.
- Ma dwanaście lat…
- Co nie zmienia faktu, że działa na nerwy. Nawet nie mogę na nią nakrzyczeć! Zaraz stają jej łzy w oczach, a ja przez resztę dnia czuję się winna. Ale na szczęście wybiera się w tym tygodniu do kuzynów. Ciocia Simbelmyne ją zaprosiła.
- Ciebie nie?
- Byłam u niej, kiedy ty włóczyłeś się po Śródziemiu.
Elros chciał coś powiedzieć, ale stwierdził, że nie ma sensu, bo Lissuin i tak postawi na swoim
   Przez kilka następnych dni nic specjalnego się nie działo. Z wyjątkiem tego, że tajemniczy młodzieniec, którego Lissuin spotkała w dzień powrotu. Był miły, ale biła od niego niesamowita  pewność siebie. Tydzień później zaproponował Lissuin spacer, a on niechętnie się zgodziła. Podczas przechadzki wygłaszał górnolotny monolog, który opisywał jego wielkie czyny, a księżniczka próbowała sobie przypomnieć imię natręta.
- Wasza Wysokość?
Lissuin zorientowała się, ze o coś zapytał, a teraz oczekuje odpowiedzi.
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co pytałeś?
- Wasza Wysokość, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Niestety, nie.
- Ależ Pani, zastanów się jeszcze nad tym!
- Nie ma się nad czym zastanawiać! Po pierwsze: nawet nie wiem, jak masz na imię. Po drugie: o moją rękę powinieneś poprosić króla. Po trzecie: jesteś pozbawionym manier tępakiem, a po czwarte i ostatnie:nie szukam męża!
Mężczyzna zadygotał ze złości
- Pożałujesz tego jeszcze Lissuin! Wspomnisz moje słowa! Nie pozostawię tej zniewagi bez echa. Nie miną dwa tygodnie, a przyjdziesz do mnie na kolanach!
- Szczerze w to wątpię. A teraz odejdź, chyba, ze wolisz, aby strażnicy pokazali ci bramę prowadzącą poza miasto.
- Wasza Wysokość!- dobiegło ją wołanie służącej, która biegła od strony pałacu.- Zaczęło się!
- Odejdź- powtórzyła młodzieńcowi, a sama pobiegła w stronę zdyszanej dziewczyny.
- Co się zaczęło?
- Królowa przed dziesięcioma minutami zaczęła rodzić.
   Kiedy Lissuin wpadła do komnaty rodziców, było już o wszystkim. Aerina była blada i zmęczona, ale z radością wypisaną na twarzy przyciskała do piersi córeczkę.
- Jak ma na imię?
- Idril. Nim znalazła to imię jakiś czas temu.
Chociaż Lissuin zwykle sprzeczała się z siostrą, to tym razem musiała przyznać,że Nimrodel miała świetny pomysł.
- Straciłem już nadzieję,że kiedykolwiek będę miał brata- powiedział Elros, kołysząc Idril w ramionach. Nie wyglądało jednak, by narodziny kolejnej siostry jakoś specjalnie mu przeszkadzały.
_______________________________________________
Oto rozdział pierwszy części drugiej mojego opowiadania :)
Po namyśle zmieniłam jednak imię najmłodszej księżniczki .

sobota, 29 marca 2014

Coś na początek...

   Chyba wszyscy rodzice maja problemy z dorastającymi dziećmi. W przypadku Eldariona i Aeriny nie jest inaczej.
   Elros od kilku miesięcy podróżuje i nie zanosi się na to, aby miał wracać do Minas Tirith.
   Za siedemnastoletnią Lissuin oglądają się wszyscy młodzieńcy. Ten fakt budzi zazdrość u dwunastoletniej Nimrodel, która ma raczej mało ze swojej cioci.
   Wszystkich bez wyjątku zaskakuje informacja, że królowa spodziewa się dziecka. W noc, w którą na świat przychodzi Erendis, Lissuin odrzuca oświadczyny jednego ze szlachetnie urodzonych synów i przy okazji wyzywa go od największych tępaków, których kiedykolwiek nosiła Arda.
Niewyparzona buzia księżniczki pociąga za sobą tragiczne konsekwencje. Tragiczne zwłaszcza dla Erendis...

Bohaterowie

Elros


Lissuin

Nim


Eldarion


Aerina



Postacie epizodyczne


Domyślcie się, kim są dwie ostatnie osoby ;)