środa, 2 lipca 2014

Rodział IV

Elros

   - Co ty tu robisz?!- była wściekła. Ostatnio widział ją taką, gdy rozmawiała z Elrondem przed powrotem do Śródziemia. Z trudem  podniósł się z piasku i z zadowoleniem stwierdził, że patrzy na nią z góry.
- Raczysz mi odpowiedzieć?! Eldarion wie, gdzie jesteś?
- Nie jestem małym dzieckiem, Nimrodel. A po za tym wydaje mi się, że się domyślił.
- Myślałam, że jesteś mądrzejszy.
- Jesteś taka, jak oni.
- To znaczy?
-  Kiedy przypłynęłaś tu umierająca zachowali się tak samo. Nie pytali o przyczyny przyjazdu. Widzieli tylko skutki.
- Masz rację. Przepraszam… Zacznijmy od początku. Co tu robisz?
- Mam siostrę.
- I? Co z nią? Chyba nie przypłynąłeś tylko po to, żeby mi o tym powiedzieć. Przpraszam- dodała widząc jego urażoną minę.
Już miał jej odpowiedzieć, kiedy z góry rozległo się wołanie:
- Mogę już zejść? Obudził się? Kto to? Jest bezpieczny?
   Uniósł głowę i dostrzegł kołującego nad plażą orła. Na jego grzbiecie siedziała dziewczynka o brązowych włosach. Ptak opadł na plażę, a dziecko zsunęło się na piasek i chwyciło Nimrodel za rękę. Elros szybko wychwycił podobieństwo między nimi. Stały w podobny sposób, w ten sam sposób unosiły brodę. Dziewczynka jednak bardziej przypominała mu matkę ojca, Arwenę.
- Mae govannen.
- Witaj…
- Elrosie, to Nimloth, moja córka.
- Więc to ty jesteś tym głupim i nierozważnym Elrosem, o którym moja mama mówi do siebie od trzech godzin?
Nimloth miała poważną minę, ale w jej oczach zobaczył wesołe iskierki.
- Tak, to ja, ale spodziewałem się ostrzejszych słów ze strony twojej matki.
- Nie wszystko mogę powtarzać- roześmiała się.
- Idź się bawić, Nimloth- powiedziała i patrzyła przez pewien czas za oddalającą się dziewczynką.- Dokończ, co chciałeś powiedzieć.
- Aerina urodziła kilka tygodni temu córkę. Kilka dni po narodzinach ktoś otruł Idril. Jest z nią co raz gorzej. Almiel twierdzi, że to martwica- powiedział i opisał objawy choroby.
- Nie znam tej choroby, ale może inni będą wiedzieli, jak ją leczyć- odparła i ruszyła w stronę miasta.
- Nim, jacy inni?
- Spodziewałeś się że nikt nie dowie się twoim pobycie tutaj?
- Nie, nie wiem… Nie myślałem o tym. Skupiłem się na odnalezieniu Prostej Drogi. Jak się tu dostałem?
- Orły cię znalazły.
   Elros ledwo za nią nadążał. Nimrodel najwyraźniej nic nie obiła sobie z faktu, że prawie się utopił. Szli teraz  brukowaną alejką.
- Teraz się już nie ukryjesz- powiedziała, widząc, że chowa się za drzewem.
- Widzę, że już mu lepiej- Miriel wyrosła przed nim jak spod ziemi. Elros stwierdził, że wcale się nie zmieniła. To elf, idioto! Niby jak się miała zmienić?
- Będzie ciężko?
- Najgorzej sprawa wygląda z Thranduilem. Celeborn stwierdził po prostu, że należało się tego spodziewać.
- A Galadriela?
- Nie widziałam się z nią dzisiaj.
- Moje przybycie spowodowało aż tyle zamieszania?
- A ile twoim zdaniem powinno spowodować przybycie śmiertelnika do Nieśmiertelnych Krain? Gdyby to był jakiś zagubiony rozbitek, to jeszcze pół biedy. Z tym, że tacy nie mają tu prawa wstępu. Nigdy nie udaje im się znaleźć Drogi. Ale ty jesteś następcą tronu Gondoru i Arnoru. Nie jesteś jakimś tępym wieśniakiem, więc jest z tobą duży problem.
- A nie mógłbym poudawać takiego tępego wieśniaka?
- Chyba naprawdę mocno uderzyłeś się w głowę, jeżeli myślisz, że coś takiego by tu przeszło.
   Elros zorientował się, że jego kłopoty dopiero się zaczynają. Dał zwieść temu ,że Nimrodel uspokoiła się na plaży. Już po mnie.
- Może nie będzie  tak źle.
  Osoba, która to powiedziała, stała kilka kroków za nim. Pamiętał ją dobrze, mimo, że minęło już kilkanaście lat.  Ukłonił się nisko, chociaż nadal bolała go głowa od bliskiego spotkania z masztem.
- Pani Galadrielo…
- Widzę, że go nie oszczędzasz, Nimrodel. Chłopak myśli, że to już jego koniec.
- Gdyby Nimloth na mnie nie patrzyła, pewnie byłoby już po nim.
- Nie mówi poważnie- powiedziała Galadriela ,a Nimrodel wzniosła oczy ku niebu.
- Idziemy?- Zapytała Miriel.
- Tak, miejmy to już za sobą.
   Kiedy weszli to altany, wrzało tam jak w ulu. Thranduil tłumaczył coś innym żywo gestykulując, Celeborn zaprzeczał jego słowom, a  Elrond wyglądał ma znudzonego. Z kolei Elladan i Elrohir wyglądali na rozbawionych całą sytuacją. Siedząca między nimi Celebriana z ulgą powitała pojawienie się matki. 
  Gdy tylko Thranduil zobaczył Elrosa, przystąpił do ataku:
- A więc wciąż żyjesz? Myślałem, że orły już z tobą skończyły. Ewentualnie, że wydajesz swoje ostatnie tchnienie.
- Od kiedy to próba prośby o pomoc jest karana śmiercią?- Elros nie był gorszy.
- Odkąd ludzie zaczynają bezkarnie przekraczać nasze granice- odparł król, ale patrzył przy tym na Nimrodel.
- Nigdy nie tolerowałeś obcej rasy na swych ziemiach, prawda, panie?- Ruda elfka, której Elros wcześniej nie zauważył teraz wyszła z cienia.
- To nie twoja sprawa, Tauriel!
- Ani twoja, panie. To sprawa jego rodziny, nie nasza. A tym razem ziemia nie należy do ciebie, ale do nas wszystkich. W tej sytuacji twe zdanie niewiele się liczy.
Rozgniewany Thranduil wyszedł z altany, a Tauriel ruszyła za nim.
- Nic jej nie zrobi?- Zaniepokoił się Elros.
- Legolas mu nie pozwoli.
Wszyscy odwrócili  wzrok od Thranduila i ponownie skupili się na Elrosie. Pod ich spojrzeniami zmieszał się i spuścił wzrok. W końcu Elrohir nie wytrzymał:
- Co mu zrobiłaś, Nimrodel? Nie wiedziałem ,że przebywanie z tobą grozi utratą mowy.
- Nic- odparła.- To nie pora na żarty. Sprawa jest poważna.
  W opisywaniu sytuacji wyręczyła Elrosa, który nadal nie mógł wydobyć z siebie słowa. W miarę, jak mówiła, zgromadzeni mieli co raz bardziej zatroskane miny. Szczególnie uważnie słuchali Celebriana i Elrond. Córka Galadrieli była blada i mocno zaciskała palce na dłoni męża.
- Znam tę chorobę- oświadczyła.- To przez nią opuściłam Śródziemie wcześniej, niż zamierzałam. Niemal mnie wtedy zabiła, a jestem dorosła. Przykro mi Elrosie, ale Idril może już nie żyć.
- Almiel się nią opiekuje. Powiedziała, że utrzyma ją jakiś czas przy życiu.
- W takim razie leki trzeba podać natychmiast- powiedział Elrond.
- Nie wie, jak ich używać- zaprotestował Elladan.- Jeszcze jej zaszkodzi. Ktoś musi udać się z nim do Minas Tirith.
   Elros odezwał się po raz pierwszy od wyjścia Thranduila:
- Nimrodel? Zrobisz to? Proszę. Nie dla mnie, ale dla Idril.
- Przykro mi, ale nie mogę- powiedziała i szybko wyszła z altany
Elros stał jak wryty i patrzył, jak się oddala. Nie wierzył, że mu odmówiła…
  Tym czasem Nimrodel usiadła na piasku i patrzyła na morze.
- Nie mogę cię narażać…

________________________________________________________
 Mamy rozdział czwarty. Trochę dużo w nim gadania, ale bez tego nie da rady ;)

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział III



Almiel
     Almiel jeszcze przez chwilę stała na drodze, po czym wróciła do domu. Wiedziała, że musi uratować dziecko, do którego choroby się przyczyniła. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i weszła do stajni.
   Koń, który stał w środku wydawał się flegmatyczny i zmęczony życiem. Potrafił jednak coś z siebie wykrzesać i tylko sprawiło, że Almiel go kupiła ratując przed rzeźnią. Imię miał proste, pasujące do jego prostoty: Tim.
- Wyobraź sobie, Tim, że jedziemy do Minas Tirith- mówiła potem w drodze do konia. Ale on przyjmował to jak zawsze ze stoickim spokojem.
   Widok, który ukazał się jej oczom kilka dni później zapierał dech w piersiach. Miasto Królów bieliło się w promieniach wschodzącego słońca. Nigdy nie pomyślałabym, że ktoś tam właśnie umiera. Dwie godziny później, z duszą na ramieniu pięła się ulicami w stronę pałacu.

Lissuin
   Księżniczce serce biło jak oszalałe, gdy pukała do gabinetu ojca.  Usłyszawszy coś, co miało pewnie zabrzmieć jak „proszę”, weszła do środka. Zbierała się w sobie kilka dni i teraz nadszedł czas, żeby wyznać prawdę. No dalej Lissuin! Nie przyszłaś tu do ojca, ale do króla. Zrób to jak poddana, nie jak córka.
- Ojcze…- Brawo Liss! Oczywiście musiałaś źle zacząć!- Możemy porozmawiać?
- Oczywiście. Coś się stało?
- Chodzi o Idril…
- Co z nią?! Pogorszyło się jej?
- Nie, po prostu… Ta cała choroba to moja wina.
- Jak to twoja?
- Nie do końca moja, ale wiem, kto to zrobił…
Lissuin opowiedziała ojcu całą historię.
- Nie rozumiem, czemu nie przyszłaś do mnie wcześniej.
- Bałam się, że będziesz mną rozczarowany. Przecież nie raz upominałeś mnie abym uważała na to, co mówię.
- To dlatego byłaś taka oficjalna? Bałaś się, że będę zły.?- Lissuin pokiwała głową, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy- Liss… Nie płacz kochanie- przygarnął córkę do siebie.- Będzie dobrze.
Nagle rozmowę przerwało przybycie Leoda.
- Panie, przepraszam, że przeszkadzam, ale jakaś dziewczyna imieniem Almiel prosi o audiencję.
- Już idę. Lissuin, dokończymy tę rozmowę później.
Leod już miał wyjść  za królem, kiedy usłyszał ciche westchnienie.
- Wasza Wysokość, wszystko w porządku?
- Nie, nic nie jest w porządku, Leodzie.
Chłopak patrzył na nią chwilę w milczeniu, po czym spytał:
- Mogę jakoś pomóc?
- Właściwie, to jest coś takiego…

Almiel
  Serce biło jej jak oszalałe, kiedy czekała na króla. Jej ojciec tu był. Na kilka dni przed śmiercią. Może nawet stał w tym samym miejscu. Smutne rozmyślania przerwało jej przybycie króla.
  -Wasza Wysokość…- dygnęła głęboko. Mam na imię Almiel. Pochodzę z Pogranicza. Twój syn przysłał mnie tu, abym zaopiekowała się księżniczką Idril.
- Przyjechał z tobą?
- Nie, prosił aby przekazać, że pojechał po pomoc.
Eldarion momentalnie zbladł. A więc złamał mój zakaz…
- Wasza Wysokość…. Wszystko w porządku?
- Nie, ale to w tej chwili nieważne. Chodź, Almiel.
   Poprowadził ją do korytarzem do komnaty, w której przebywała Aerina i Idril. Królowa była zmęczona, miała podkrążone oczy i kołysała się miarowo, by uśpić wtuloną w nią Idril.
   Sama Idril była o wiele za szczupła jak na swój wiek, czółko miała blade i zroszone potem, oddychała ciężko. Eldarion dotknął ramienia żony i powiedział:
- To Almiel. Zajmie się leczeniem Idril
- Mogę?- Spytała dziewczyna wyciągając ręce, po czym delikatnie wzięła dziecko w ramiona.- Ma szczęście. Choroba nie zaatakowała płuc i serca.
- Na jakiej podstawie to stwierdziłaś?
- Na takiej, że wciąż żyje- uśmiechnęła się Almiel, a Aerina pierwszy raz od kilku dni odetchnęła z ulgą.

Elros
W porcie wynajął małą łódź z jednym masztem. Zabrał zapasy, chociaż ludzie powstrzymywali go przed samotną wyprawą.
- Nie dodawaj ojcu zmartwień, panie- upomniał go starzec, od którego wynajął łódź.
- Ojciec zrozumie.
   Płynął przez wiele dni, kierując się na Zachód. Nie dopuszczą do siebie możliwości, ze po prostu nie zobaczy Prostej Drogi. Już raz tam byłem. I mam zamiar to powtórzyć…
  Po dwóch tygodniach był opalony na brąz. Zwiększyła się jego czujność. To musi być gdzieś tu. Jedyne go co go niepokoiło, to ciemne chmury płynące z Zachodu. Ulmo chce, abym zmylił kurs. Zbliża się sztorm. Burza, która rozpętała się po kilku minutach przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Łódź podskakiwała na falach, które przygniatały go do pokładu. Złamany maszt uderzył go w głowę i zapanowała ciemność, której nie rozświetlał już blask błyskawic…
   Kiedy się obudził, leżał twarzą do ziemi, a w ustach miał pełno piasku. Podniósł się i zaczął gwałtownie kaszleć. Płuca paliły go od długiego przebywania  w słonej wodzie. Zaczął podnosić wzrok. Piasek skrzył się w słońcu, aż w końcu jego wzrok padł na coś, co w prawdzie  przyniosło oczom ukojenie, ale samego Elrosa wystraszyło. Bo ukojenie przyniósł fioletowy materiał sukni. W miarę jak unosił głowę, jego oczom ukazywały się skrzyżowane na piersi ręce, potem złote loki spływające na ramiona, a na koniec  twarz i oczy, które wpatrywały się w niego z niedowierzaniem.
- Nim…
- Masz kłopoty Elrosie, synu Eldariona. I to duże.


________________________________________________________
Jak widzicie po tym optymistycznym zakończeniu, Elros ma przewalone. Zdradzę, że to dopiero początek jego kłopotów. Ten rozdział jest opisany z perspektywy Almiel i Liss, ale następny będzie w całości (lub w większości) opowiedziany z perspektywy „pana, który ma przewalone” :D :D
Rozdział z dedykacją dla Oli, w podziękowaniu za grafikę na nowego bloga :*:*
Agusia? Żyjesz jeszcze?  Dałabyś znak życia ;)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Co nowego u Branuriel? Czyli zmiany w zakałdce "Bohaterowie" + nowy blog.

   Na początek daję znać, że żyję i mam się w miarę dobrze. Nie publikuję nigdzie rozdziałów, ponieważ jestem zwalona nauką.
   Zmiany w zakładce wymienionej w tytule są następujące: siostra króla, Nimrodel przestaje być postacią epizodyczną i staje się drugoplanową. Do "obsady" dołącza Almiel/Rose.
   A nowy blog, to po prostu nowy blog, który zaczynam na wakacjach lub po konferencji (17 czerwca). o kim będzie, to się dopiero przekonacie.
   A tu, proszę, link:
Give me love...

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział II



     Od narodzin Idril minęło kilka dni. Mała przesypiała większość dnia. Właściwie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie złe przeczucia, które nie opuszczały Lissuin odkąd odrzuciła propozycję tamtego młodzieńca.
- Było coś dziwnego w jego głosie- mówiła potem Elrosowi. On jednak tylko kiwał głową i odpowiadał:
- Wydawało ci się, Liss.
- Pewnie masz rację…
   I wszystko znów toczyło się dawnym rytmem. Aż pewnej nocy Idril zaczęła płakać. Małe ciałko zwijało się z bólu, dziewczynka z trudem łapała powietrze. Nad ranem bóle ustały, ale dziecko było słabe. Wezwany uzdrowiciel rozłożył ręce.
- Nigdy się z czymś podobnym nie spotkałem. Wygląda na działanie trucizny… Znam dziewczynę, która mieszka na Pograniczu z Haradem. To dobra zielarka. Wszystkiego nauczyła się sama.  Ma na imię Almiel. Jeśli ona nie pomoże, trzeba by było prosić o pomoc elfów. A wszyscy dobrze wiemy, że to niemożliwe.
   Uzdrowiciel wyszedł, a Elros zaczął chodzić niespokojnie po pokoju.
- Pojadę po nią.
   Eldarion wziął syna na bok.
- Żeby było jasne: jedziesz tylko na Pogranicze i wracasz z Almiel. Twoja noga nie postanie w porcie.
- O co ci chodzi?
- Dobrze wiesz, o co. Jesteś niespokojny, odkąd uzdrowiciel wspomniał o elfach. Obiecaj mi ,że nie popłyniesz, Elrosie.
- Nie mogę ci niczego obiecać ojcze- odparł Elros i wyszedł.
- Co on chce zrobić, tato?
- Nie wiem, Liss. Nie wiem i to mnie właśnie martwi.
- Chyba nie popłynie po twoją siostrę?
Lissuin nie otrzymała odpowiedzi. Ale po chwili coś sobie uświadomiła. Tylko jedna osoba mogła otruć Idril. A ona, Lissuin jest tego bezpośrednią przyczyną.
*  *  *
  Elros dotarł na Pogranicze w dwa dni. Gdy dotarł do miasta, w którym według uzdrowiciela miała mieszkać dziewczyna, usłyszał od jednego z przechodniów:
- Jedyna Almiel, która tu kiedykolwiek mieszkała, nie żyje od siedemnastu lat. Nie mogła być zielarką, bo zmarła w wieku czterech lat.
   To samo słyszał od każdego zapytanego. W końcu zagadnął jakąś dziewczynę. Zbladła i zmieszała się.
- Zamilcz!
  Pociągnęła go za sobą do stojącego nieopodal domu i zamknęła drzwi.
- Co się stało?
Dziewczyna oddychała szybko i drżała na całym ciele. Miała brązowe włosy i oczy, była wysoka. Trzymała dumnie uniesioną głowę. W całej jej postawie dominował upór.
- Przepraszam. Ja… Po prostu nikt już nie mówi mi po imieniu.
- Ty jesteś Almiel?
- Tak, to ja.
- Czemu wszyscy mówią, że nie żyjesz?
- Mój ojciec był władcą tego miasta. Kiedy zginął na wojnie, razem z matką i rodzeństwem zostałam z tąd wygnana. Po kilku latach wróciłam. Teraz jestem Rose. Tylko jedna osoba wiedziała kim jestem. Przychodzisz z Minas Tirith?
- Tak. Moja siostra choruje. Płacze w nocy z bólu. Nie może złapać powietrza. A potem jest słaba.
- To martwica. Obejmuje powoli cały organizm. Im się jest młodszym, tym szybciej kończy się życie takiej osoby. Ile ma lat?
- Nie skończyła jeszcze miesiąca.
- Dzieci ostatnio często zapadają na tą chorobę. Kilka dni temu był tu pewien młodzieniec. Trafił do mnie chyba przypadkiem. Dałam mu lek spowalniający działanie trucizny.
- Kilka dni temu otruto również moją siostrę.
Elros opisał jej wygląd młodzieńca.
- To był on! Z leku łatwo zrobić truciznę. Okłamał mnie! Ja…Zabiłam to dziecko!
- Potrafisz zapobiec tej chorobie? Jej postępowaniu?
- Myślę, że dałabym radę, ale… To nic nie da. Ona i tak umrze.
- Spowolnij działanie trucizny- Elros wyszedł na zewnątrz i dosiadł konia.- Powiedz memu ojcu, że pojechałem po pomoc,
- Takiej pomocy może udzielić tylko elf. Ich tu już nie ma.
- Posłuchaj, Rose, poradzę sobie.Zrób tylko to, o co cię poprosiłem.
- Jak znajdę twego ojca?
- Byłaś kiedyś w Minas Tirith?
- Byłam.
- Pojedziesz główną drogą, aż dojedziesz do pałacu. Wejdziesz do sali tronowej. Na wprost wejścia są schody prowadzące na podwyższenie. Tam powinnaś go znaleźć.
- Co? Ale…
   Ale Elrosa już nie było. Jechał w kierunku morza łamiąc ojcowski zakaz. A Rose stała dalej w miejscu, usiłójac przyjąć do wiadomości, że ona, prosta zielarka z Pogranicza została wysłana do Minas Tirith przez samego następcę tronu.


______________________________________
A jednak się udało:D Rozdział z dedykacją dla Agnieszki.I pamiętaj: uśmiercenie Alyss źle się dla Ciebie skończy! ;)


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział I



   Zaniepokojony  Hasufel podniósł głowę znad trawy. Z pobliskich krzewów wyłoniła się okryta ciemnym płaszczem postać. Koń zarżał cicho.
- Spokojnie, to tylko ja- przybysz zsunął kaptur z głowy i oczom konia ukazała się twarz Elrosa.
   Uspokojone zwierzę wróciło do spożywania posiłku.
   Elros od kilku miesięcy podróżował. Odwiedził Shire, opuszczone Rivendell i Morię. Teraz był w Lothlórien i nie za bardzo chciał wracać do Minas Tirith, gdzie owszem, czekała na niego mająca się wkrótce powiększyć rodzina, ale były też głupiutkie szlachcianki, w których ojcowie widzieli przyszłe królowe. Dlatego bardzo się ucieszył, gdy ojciec wysłał go do Shire w celu bliżej nie określonym. Chciał po prostu ,aby syn wyrwał się z miasta. A teraz trzeba było wracać.
   Gdy po dwóch tygodniach przemykał się uliczkami, chcąc uniknąć oficjalnych powitań, stwierdził, że Minas Tirith jest takie jak zawsze: gwarne i radosne. Był już blisko pałacu, gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił się gwałtownie i stanął twarzą w twarz z siostrą.
- Wreszcie wróciłeś! Ile można odbywać podróż do Shire i z powrotem?
- Zaglądnąłem w kilka miejsc.
- Mogliśmy się tego spodziewać. Tata martwił się już, że…
- Że wypłynąłem szukać drogi do Valinoru? Nie, Liss. Myślę, że udałoby mi się ją znaleźć, ale nie jestem szalony. Życie mi jeszcze miłe. Jak czuje się Aerina?
- Oh, mama jest taka jak zawsze, z tym, że dwa razy większa- zaśmiała się Lissuin, gdy szli w stronę pałacu. Księżniczka była średniego wzrostu, miała zielone oczy i rudawe włosy, którym przypisywano skłonność Lissuin do mówienia tego, co myśli bez względy na konsekwencje.
- Ilu zalotników już odrzuciłaś?
- To wcale nie jest śmieszne, braciszku. Chodzą za mną i starają się mi przypodobać. Chyba sama zniknę z domu na kilka  miesięcy. Wiesz, ile głupiutkich księżniczek odesłałam z kwitkiem?- Spytała przekornie.
- Nie mam pojęcia.
- Ja też, ale myślę, ze około dziesięciu. Ich ojcowie są niespełna rozumu. A każda podobno przybyła na wiadomość o moim ślubie. Co prawda nie wiem, za kogo wychodzę za mąż, ale chyba przyszykuję już sobie suknię ślubną.
   Słuchając wesołek paplaniny Lissuin Elros dotarł do swojej komnaty.
- Doprowadź się do porządku. Wyglądasz koszmarnie!
- Dzięki, Liss. Wiesz, jak podnieść człowieka na duchu.
   Księżniczka ruszyła korytarzem, chcąc powiadomić ojca o powrocie Elrosa. Wiedząc, ze pewnie jest w ogrodzie, wyszła na dziedziniec. Po chwili natknęła się na młodzieńca o błękitnych oczach pewnym siebie wyrazie twarzy. Gdy tylko ją zobaczył ukłonił się dwornie.
- Dzień dobry, Wasza Wysokość.
Skinęła  mu głową w odpowiedzi dopisując go przy okazji do długiej listy osobników, których zamierzała unikać.
   Eldarion i Aerina spacerowali po ogrodzie. Kobieta głaskała się po brzuchu, który skrywał nienarodzone maleństwo. Zarówno król, jak i królowa niezbyt się zmienili. Widać było pojedyncze zmarszczki, ale dzięki płynącej ich żyłach krwi elfów nadal byli uważani za przynajmniej dziesięć lat młodszych, niż w rzeczywistości. Widząc ich zaczęła biec, jednak po chwili ktoś ją wyprzedził.
- Pospiesz się, Liss- usłyszała Elrosa, który już przywitał się z rodzicami i uśmiechał się łobuzersko.
- Niech ja cię tylko dopadnę!
- Gorzej niż dzieci!- Aerina pokręciła głową z udawanym ubolewaniem.- Ile wy macie lat?
- Wiek nie zmienia faktu, że Lissuin zrobiła się niesamowicie powolna.
- Koniec  tobą!
Elros pobiegł w dół wzgórza, a Lissuin rzuciła się za nim. Widok następcy tronu i jego siostry pędzących główną ulicą nie był niczym niezwykłym. Jako dzieci często to robili. Z tym, ze zwykle to księżniczka uciekała przed bratem…
   Elros dość wcześnie się przekonał, ze siostra nie straciła nic ze swej dawnej szybkości. Teraz pięli się ramię w ramię pod górę.
- Co z Nim?
- Nie wychodzi z biblioteki. I dobrze. Niech nie wchodzi mi w drogę.
- Liss, to nasza siostra.
- Tak, ale jest też niezwykle denerwującym małym stworzeniem.
- Ma dwanaście lat…
- Co nie zmienia faktu, że działa na nerwy. Nawet nie mogę na nią nakrzyczeć! Zaraz stają jej łzy w oczach, a ja przez resztę dnia czuję się winna. Ale na szczęście wybiera się w tym tygodniu do kuzynów. Ciocia Simbelmyne ją zaprosiła.
- Ciebie nie?
- Byłam u niej, kiedy ty włóczyłeś się po Śródziemiu.
Elros chciał coś powiedzieć, ale stwierdził, że nie ma sensu, bo Lissuin i tak postawi na swoim
   Przez kilka następnych dni nic specjalnego się nie działo. Z wyjątkiem tego, że tajemniczy młodzieniec, którego Lissuin spotkała w dzień powrotu. Był miły, ale biła od niego niesamowita  pewność siebie. Tydzień później zaproponował Lissuin spacer, a on niechętnie się zgodziła. Podczas przechadzki wygłaszał górnolotny monolog, który opisywał jego wielkie czyny, a księżniczka próbowała sobie przypomnieć imię natręta.
- Wasza Wysokość?
Lissuin zorientowała się, ze o coś zapytał, a teraz oczekuje odpowiedzi.
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co pytałeś?
- Wasza Wysokość, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Niestety, nie.
- Ależ Pani, zastanów się jeszcze nad tym!
- Nie ma się nad czym zastanawiać! Po pierwsze: nawet nie wiem, jak masz na imię. Po drugie: o moją rękę powinieneś poprosić króla. Po trzecie: jesteś pozbawionym manier tępakiem, a po czwarte i ostatnie:nie szukam męża!
Mężczyzna zadygotał ze złości
- Pożałujesz tego jeszcze Lissuin! Wspomnisz moje słowa! Nie pozostawię tej zniewagi bez echa. Nie miną dwa tygodnie, a przyjdziesz do mnie na kolanach!
- Szczerze w to wątpię. A teraz odejdź, chyba, ze wolisz, aby strażnicy pokazali ci bramę prowadzącą poza miasto.
- Wasza Wysokość!- dobiegło ją wołanie służącej, która biegła od strony pałacu.- Zaczęło się!
- Odejdź- powtórzyła młodzieńcowi, a sama pobiegła w stronę zdyszanej dziewczyny.
- Co się zaczęło?
- Królowa przed dziesięcioma minutami zaczęła rodzić.
   Kiedy Lissuin wpadła do komnaty rodziców, było już o wszystkim. Aerina była blada i zmęczona, ale z radością wypisaną na twarzy przyciskała do piersi córeczkę.
- Jak ma na imię?
- Idril. Nim znalazła to imię jakiś czas temu.
Chociaż Lissuin zwykle sprzeczała się z siostrą, to tym razem musiała przyznać,że Nimrodel miała świetny pomysł.
- Straciłem już nadzieję,że kiedykolwiek będę miał brata- powiedział Elros, kołysząc Idril w ramionach. Nie wyglądało jednak, by narodziny kolejnej siostry jakoś specjalnie mu przeszkadzały.
_______________________________________________
Oto rozdział pierwszy części drugiej mojego opowiadania :)
Po namyśle zmieniłam jednak imię najmłodszej księżniczki .